Posty

Chleb - trucizna nasza powszednia?

Obraz
Wspinam się od bloga do bloga po krużgankach linków, tu urwę smaczny kąsek, tam łyknę czegoś mocniejszego. Jestem w stanie tak skakać po dachach i balkonach, bo każdy prawdziwy blogowicz jest także kolekcjonerem i wybiera z oceanu blogopulpy interesujące go adresy, i z pasji kolekcjonowania - a przy okazji dla własnej wygody - linkuje je w menu. „Pokaż mi cytowane blogi, a powiem ci kim jesteś” - to ma swoją moc, moi drodzy, a zatem groźba zdemaskowania, przynajmniej preferencji, wisi nad wszystkimi zaklętymi w ksywki gawędziarzami. No, większość z „mojego” szczepu znam osobiście, ale gdy oddalam się od pnia i wspinam po coraz odleglejszych gałęziach, o ich autorach wiem tyle co się domyślę. Razu pewnego u agrafka wspominano z sentymentem blogową twórczość niejakiego Studyty , a w komentarzu bodajże Ziuta oznajmił (tak, Ziuta to facet), że właśnie wytropił nowego bloga tego gościa. No więc wszedłem i poczytałem, tym bardziej, że było o „Chochołach” Szostaka (Główna Nagroda im. J. Żu...

Super-hard SF czy historyczny real?

Obraz
Przeczytałem ostatnio dziwną, a być może nawet dziwaczną książkę: „Wyprawę” Stephena Baxtera. Rzecz jest z rodzaju opowiastek „co by było gdyby”, a mianowicie gdyby Amerykanie nie zadowolili się wygranym wyścigiem do Księżyca i kontynuowali eksplorację kosmosu ekspediując załogową wyprawę na Marsa. Powieść stanowi reportaż z wydarzeń, które rzeczywiście mogły mieć miejsce, z dużą dbałością o realistyczny szczegół. A więc nawet trudno ją zaliczyć do fantastyki, raczej do prognoz historycznych. Nie chcę tutaj tej powieści omawiać czy pisać recenzji, chciałbym jedynie przedstawić kilka niezależnych refleksji. Na początek ciekawostka stylistyczna: książka napisana jest językiem suchym, nieco drewnianym, typu wyliczanek - z wyjątkiem trzech partii, kiedy narracja staje się potoczysta, styl mistrzowski, po prostu otrzymujemy porcję Literatury przez duże „L”.

Hiszpańska mucha i cyrki w Pirenejach

Obraz
Zapowiadałem kilka wpisów wcześniej swoją wyprawę do rezerwatu Monte Perdido, no więc: byłem, zobaczyłem, opisałem. Opis będzie soft-ref , wszak ten blog z założenia jest refleksyjny, zaś w innym miejscu dam reportaż   hard-rep (jeśli dam). No bo chęć i czas być muszą, i to pospołu. Gładki lot, Barcelona, lotnisko, samochód. Wszystko idzie nad podziw sprawnie, dzięki GPS-owi pomykam przez dżunglę autostrad jakbym tu mieszkał od dziesięcioleci i na dodatek był renomowanym dostawcą viagry . Nie wiadomo kiedy wsysa nas nitka płatnej autopisty , zachciało mi się krótszej drogi. Miła panienka z auto-okienka wyjaśnia, że to przecież Katalonia ( Cataluuunya ), jakby niczego więcej nie trzeba było dodawać. Potem gnamy dziesiątkami kilometrów przez płasko-wilgotne pola pełne upraw, silosów, fabryk drobiarskich (no tak, coś maszynowo robią tym kurom), rozlewni coca-coli. Smród przemysłowo-rolno-zoologiczny ściele się jak gaz bojowy z Wojny światów , na dodatek zapada zmrok. I to ma być urlo...

Moje podróże

Obraz
Uwielbiam podróżować. Szyny kolejowe ciągnące się w dal wprawiają mnie w marzycielski i nostalgiczny nastrój, a morskie porty, choćby śmierdziały smołą i szlamem, jawią mi się jako bramy do innych światów. Piękno przyrody jest magnesem, ciekawie jest wczuwać się w indywidualną atmosferę miast i miasteczek, ale w podróży jest jeszcze coś więcej, coś niebagatelnie istotnego. Sam ruch, przemieszczanie się, uważna obserwacja krajobrazu, oczekiwanie na to co wyłoni się zza następnego wzniesienia, jakieś dziwne napięcie związane z eksploracją - nie wiem, jak to najlepiej określić, ale fascynaci podróżowania będą wiedzieli, a inni zapewne się domyślą.

Ucieczka od prywatności

Jedną z form dogmatycznej poprawności politycznej jest doprowadzona do absurdu ochrona danych osobowych. Jeśli idziesz z wizytą i chcesz znaleźć Iksińkiego na liście lokatorów, próżny trud - takie listy zdjęto już wiele lat temu. Chcesz poszukać jego adresu w książce telefonicznej - też nic z tego. Znakomitą inicjatywą Googla jest fotografowanie świata - już kilka lat temu na jednym z wykładów popierałem stworzenie cyfrowego uniwersum, które moglibyśmy zwiedzać nie ruszając się z fotela. I oto mamy jego forpocztę - ale niektórym się nie podoba, że na zdjęciach widnieją ich numery samochodów czy, o zgrozo, twarze! Ciekawe, że ze swoimi twarzami obnosimy się publicznie, a jak tylko ktoś zamieści ich fotografię, wygrażamy pięściami.

Macki sieci, uczeni i pojedynki

Obraz
Po raz kolejny zadziwił mnie potencjał informacyjny sieci, a ponieważ udało mi się od pierwszego kliknięcia, spieszę podzielić się wieścią z czytelnikami. Ale po kolei. Od jakiegoś czasu chodził mi po głowie pomysł na opowiadanie, który w pewnym momencie koncepcyjnie „splątał” mi się z historią młodocianego genialnego matematyka, którego zabito w pojedynku. Kiedyś czytałem tekst traktujący o jego ostatniej nocy, spędzonej na pośpiesznym spisywaniu dorobku naukowego swojego życia. Ów tekst zrobił na mnie spore wrażenie i pozostał w pamięci jako reminiscencja szarego świtania i przygarbionej sylwetki 20-letniego geniusza, zrozpaczonego że już nie zdąży napisać wszystkiego. Ja jednak potrzebowałem jedynie jego nazwiska do tytułu, bo moja literacka koncepcja nijak nie była związana z tamtą historią i miała stanowić opowieść całkowicie równoległą. Wgooglałem więc dwa hasła: „matematyk” i „pojedynek”. Ku mojemu zdumieniu (dopiero co wróciłem z dzikich gór i wciąż przyzwyczajałem się do techn...

Powabna grawitacja

Obraz
Bez wielkiej przesady można stwierdzić, że nasze ciała są maszynami do ciągłej walki z przemożną i wszechobecną grawitacją. Popatrzmy choćby na nogi: wielkie w stosunku do reszty ciała, potężnie umięśnione (coś o tym wiedzą kick-bokserzy), słowem - ruchome kolumny. Jakiś wątły ufoludek z jakiejś małej planetki setnie by się uśmiał, porównując nas do monstrów z małymi główkami i zanikowymi tułowiami, osadzonymi na monstrualnych kończynach dolnych, sam delektując się pięknem swoich rachitycznych odnóży. Cóż, takie gicze najwidoczniej są jednym z atrybutów naszego człowieczeństwa, i tyle. Zadają się o tym nie pamiętać konstruktorzy wszelakiego kosmicznego latającego sprzętu. Zacytuję fragment artykułu Pawła Walewskiego „Trudne życie na orbicie” z 26.04.2011, polityka.pl „Na skutek nieważkości organy wewnętrzne przesuwają się w górę klatki piersiowej, zmniejszając obwód pasa w sposób, którego nie zapewni żadna dieta. Włosy stają się bardziej puszyste, piersi mniej obwisłe. Wewnętrzne pły...