Posty

Z dyskiem w chmurach

Obraz
Niejedne ideologiczne dyskusje o chmurze już się toczyły, więc dziś chciałbym napisać trochę o stronie praktycznej tej technologii. Gwoli ścisłości dodam, że nie chodzi o cumulonimbusy i burzową aurę, ale o przestrzeń dyskową i aplikacje osiągalne zdalnie, spoza naszego komputera. Po pierwsze: chwalę sobie dostęp do chmury. Można tam robić backupy, ale ja wolę trzymać w niej wybrane dokumenty, do których chcę mieć dostęp z dowolnego miejsca. Ewentualnie robię szybki zrzut dopiero co napisanego tekstu, przez co zabezpieczam go i ew. mogę uzupełniać w domu, w pracy czy choćby z tableta lub smartfona. Ponadto, można poprzez chmurę udostępniać pliki innym konkretnym osobom albo upubliczniać je, podając link na FB czy swojej stronie. Jest to wygodniejszy sposób niż przesyłanie załączników w e-mailach. Prezentowałem już w ten sposób zdjęcia z wakacji, udostępniając jeden katalog kilku osobom. Tutaj przykładowo udostępniam na Skydrive swoje zdjęcia z pustyni Negev i Jerozolimy (pr...

Diuna, Frank Herbert i eugenika

Obraz
W ramach odpoczynku po wakacjach zabrałem się za odłożone lektury. Oczywiście najpierw literatura, o czym dalej, a równolegle zaprzyjaźnione blogi, niosące cenną informację oraz intelektualne ożywienie. Zatrzymałem się chwilę nad relacją Kosika z Nowego Jorku (okazuje się, że w tamtejszym metrze niewiele zmieniło się przez 35 lat, kiedy tam ostatnio bywałem), potem przejrzałem Ziutę co się dziwi (faktycznie, konwenty zaczynają przekształcać się w festyny, ale i cała fantastyka poszerza się, puchnie, a jej punkt ciężkości przemieszcza się w stronę wirtualnej krwawej baśni Grimm-type ). Na koniec wpadłem w hodowlę gronkowców i to tak skutecznie, że przeczytałem wszystkie wpisy do końca (początku?), zostawiając sobie na później tylko wstawki literackie tudzież rowerowe. Ha, okazało się, że wszechkozak z Lublina też ceni sobie „Diunę” Herberta! No bo właśnie czytam cykl Diuny. Przedtem szastałem się trochę po współczesnościach, m.in. łyknąłem „Vatrana Auraio” Huberatha (całkiem...

Fraszki rubaszne

Obraz
Nie pytajcie mnie, jak to się stało, że wydałem tomik fraszek. Nie odpowiem, bo zwyczajnie nie wiem. Mogę tylko powiedzieć, co się do tego zdarzenia przyczyniło: dwóch kolegów, pisarz i tłumacz, uznali kiedyś moje humorystyczne wiersze za pełnoprawną część twórczości, a potem trzeci kolega (pisarz i redaktor) zapytał o fraszki w wywiadzie, i kilka opublikował nawet w czasopiśmie. Na pewno przyczyniła się także do decyzji o wydaniu samolubna ekshibicjonistyczna afirmacja , cechująca twórców, którzy nie lubią pisać do szuflady. No i stało się, że nieokrzesane rymy z ładunkiem erotyzmu, groteski i humoru (w porządku alfabetycznym) poszły w świat. Wiersze pisałem od pradawnych czasów, a większość z nich skręcała jakoś w kierunku przaśnego humoru.

Technikalia: odświeżanie stron w Chrome i Firefox

Obraz
Dziś trochę przyziemnych spraw technicznych, ale bez nich nie powędrujesz daleko po internetowych ścieżkach, a nawet jak powędrujesz, to nieraz kłody zwalą ci się pod nogi. Kwestią istotniejszą niż się wydaje jest odświeżanie stron w przeglądarkach, tak aby domyślnie widoczna była aktualna wersja - w przeciwnym przypadku można łacno nabrać się na starocie. Do niedawna używałem tylko przeglądarki Internet Explorer, gdzie można było w ustawieniach wybrać opcję odświeżania, np. przy każdorazowym wejściu na stronę. Cóż, ponoć lepsze i nowocześniejsze przeglądarki takiego wyboru niestety nie oferują - mówię o tych wymienionych w tytule wpisu. Nie jest jasne, dlaczego - bo zakamuflowane opcje istnieją, ale producenci nie chcą udzielać o nich informacji. Być może w trosce o szybkość działania, aby program lepiej wypadał w testach. Ilustracją historii poszukiwań rozwiązania problemu niechaj będzie to forum , gdzie mowa o Chromie.

ACTA ad acta, niech żyje hiperbiblioteka?

Obraz
Przetoczyła się przez kraj fala demonstracji przeciw ograniczaniu wolności w internecie, jeszcze większe były protesty w sieci. Ostra faza minęła, ale pożar tli się i może wybuchnąć ponownie lada chwila. Jestem przeciwny ACTA, czemu dałem wyraz we wpisie na FB . Ale problem jest i jakoś trzeba go rozwiązać. Najprościej mówiąc i nieco trywializując (bo jest wiele aspektów sprawy), komercja chce pieniędzy, lud chce kultury za darmo. Mówiąc oględniej: biznes, wytwórnie, hurtownicy, wydawcy, księgarze, autorzy, wykonawcy - chcą krociowych zysków, apanaży i godziwych wpływów, honorariów, czy wreszcie choćby drobnych wierszówek, zaś większość odbiorców pragnie mieć pod ręką światową hiperbibliotekę, z której będą mogli korzystać do woli i bezpłatnie - jak to w bibliotekach ( na razie ) jest w zwyczaju, zupełnie legalnie i w majestacie prawa. I co począć przy tak diametralnie odmiennych oczekiwaniach? Oczywiście można postawić policjanta z wielką pałą i kajdankami, co właśnie czyni ACTA.

Gruźlica odporna na wszystko?

Obraz
Sloganem stało się powiedzenie, że człowiek nie ma naturalnych wrogów. Otóż jest to tylko połowa prawdy - bo mówimy o tym, co da się zobaczyć gołym okiem. Natomiast w  mikroświecie toczy się walka na śmierć i życie, a człowiek bynajmniej nie zajmuje w tym starciu pozycji hegemona, lecz jest zaledwie stroną. Oczywiście, mamy leki, w tym antybiotyki, i wiemy trochę o higienie i zdrowym trybie życia. W latach siedemdziesiątych ub. wieku naczelny lekarz w USA odtrąbił zwycięstwo nad zarazkami

Mona Lisa z herbaciarni i socjobiologia

Obraz
Widziałem cud-dziewczynę! No, może nie dziewczynę, bo musiała mieć powyżej 30-tki. Może także nie „cud”, bo ramiona miała zanadto toczone, a od pasa w dół była nieco posągowa. Ale twarz - wprost jaśniejąca urodą, a do tego ta młodzieńcza dynamika ruchów! Gapiłem się zupełnie niepoprawnie i seksistowsko, nie wiedząc za bardzo jaką herbatę kupuję, ale ona nie miała zamiaru wnieść oskarżenia, znosiła moje spojrzenia lekko jak muśnięcia promieni słonecznych. Po wyjściu zastanowiłem się, skąd wzięło się takie gwałtowne zauroczenie pana w „godnym” wieku dwukrotnie młodszą osóbką? Jestem właśnie w trakcie lektury książki „ Polityczne zwierzę ” Krzysztofa Szymborskiego, traktującej o socjobiologii, więc podążyłem myślą w kierunku ewentualnych ewolucyjnych pożytków owego afektu.