Posty

Wyświetlanie postów z sierpień, 2012

Z dyskiem w chmurach

Obraz
Niejedne ideologiczne dyskusje o chmurze już się toczyły, więc dziś chciałbym napisać trochę o stronie praktycznej tej technologii. Gwoli ścisłości dodam, że nie chodzi o cumulonimbusy i burzową aurę, ale o przestrzeń dyskową i aplikacje osiągalne zdalnie, spoza naszego komputera. Po pierwsze: chwalę sobie dostęp do chmury. Można tam robić backupy, ale ja wolę trzymać w niej wybrane dokumenty, do których chcę mieć dostęp z dowolnego miejsca. Ewentualnie robię szybki zrzut dopiero co napisanego tekstu, przez co zabezpieczam go i ew. mogę uzupełniać w domu, w pracy czy choćby z tableta lub smartfona. Ponadto, można poprzez chmurę udostępniać pliki innym konkretnym osobom albo upubliczniać je, podając link na FB czy swojej stronie. Jest to wygodniejszy sposób niż przesyłanie załączników w e-mailach. Prezentowałem już w ten sposób zdjęcia z wakacji, udostępniając jeden katalog kilku osobom. Tutaj przykładowo udostępniam na Skydrive swoje zdjęcia z pustyni Negev i Jerozolimy (pr...

Diuna, Frank Herbert i eugenika

Obraz
W ramach odpoczynku po wakacjach zabrałem się za odłożone lektury. Oczywiście najpierw literatura, o czym dalej, a równolegle zaprzyjaźnione blogi, niosące cenną informację oraz intelektualne ożywienie. Zatrzymałem się chwilę nad relacją Kosika z Nowego Jorku (okazuje się, że w tamtejszym metrze niewiele zmieniło się przez 35 lat, kiedy tam ostatnio bywałem), potem przejrzałem Ziutę co się dziwi (faktycznie, konwenty zaczynają przekształcać się w festyny, ale i cała fantastyka poszerza się, puchnie, a jej punkt ciężkości przemieszcza się w stronę wirtualnej krwawej baśni Grimm-type ). Na koniec wpadłem w hodowlę gronkowców i to tak skutecznie, że przeczytałem wszystkie wpisy do końca (początku?), zostawiając sobie na później tylko wstawki literackie tudzież rowerowe. Ha, okazało się, że wszechkozak z Lublina też ceni sobie „Diunę” Herberta! No bo właśnie czytam cykl Diuny. Przedtem szastałem się trochę po współczesnościach, m.in. łyknąłem „Vatrana Auraio” Huberatha (całkiem...